19 VIII 2017

Rozdział 10 pojawi się w przyszłym tygodniu ;)

Kilka dni temu licznik na Smoczej Opowieści wskazał 10 000 wyświetleń! Bardzo Wam za taki wynik dziękuję!!!

niedziela, 13 sierpnia 2017

9. Rozmowy nocą

Betowała: Katja

Dracon zdziwił się, kiedy ujrzał Granger stojącą pod jego pokojem i czekającą, aż zejdą na kolację.
— Jonathan Smart, zapomniałeś? — Pokazała mu obrączkę na swoim serdecznym palcu i pociągnęła na schody, zanim zdążyłby coś powiedzieć.
Ciotka Tessie okazała się małą, wysuszoną czarownicą, która lubiła wszystkim docinać i była bardzo zboczona.
— Bill przygotowany na noc poślubną? Pamiętam, jak twój ojciec żenił się z Molly. Merlinie, gdy ślub się kończył i trzeba było dopełnić małżeńskich obowiązków, trząsł się bardziej niż Molly.
Pan Delacour zachichotał i puścił oczko do pani Weasley. Młodzi Weasleyowie popatrzyli na swoich rodziców. Twarz pana Weasleya poczerwieniała.
— Tessie, nie wiem, o czym mówisz — powiedział pan Weasley znad pieczonej kaczej nogi.
— Doskonale wiesz. — Ciotka Tessie oblizała palce z tłuszczu. — Ginevro, spodziewałam się, że będziesz pulchniejsza. Po matce. A ty jesteś koścista jak testral. I płaska jak mordka tego kocura, który ciągle tu lata.
Krzywołap siedzący przy piekarniku zjeżył się, ale nie zwróciła na niego uwagę.
— Może porozmawiajmy o weselu — zaproponowała Molly.
Język ciotki Tessie wyostrzył się od czasu, kiedy widzieli się po raz ostatni.
— Przestać, Molly — machnęła ręką ciotka Tessie. — Nie znudziło wam się jeszcze? Szczerze nigdy nie wiedziałam, co jest nie tak z moją rodziną. Tylko u Weasleyów wysyp wesel zawsze przypada na wojny.
Pani Delacour poczuła się urażona tym stwierdzeniem.
— Nie sądzę, aby to była prawda — odparła sucho.  — Hermiona i Jonathan nie należą do rodziny Weasleyów, a jednak pobrali na początku sierpnia.
Dracon do tej pory obserwował kątem oka Granger. Dziubała widzelcem w udku, ale nic nie jadła. Siedziała cicho, z pochyloną głową. Ruda i Potter na przemian zerkali na nią, zaniepokojeni. Granger drgnęła, słysząc swoje imię i wstała od stołu.
— Przepraszam, ale nie mam apetytu — powiedziała cicho i pobiegła na górę.
— O! Czyżby to już? — zapytała Dracona ciotka Tessie z wrednym uśmieszkiem na twarzy. — Dlatego wzięliście ślub?
— Nie rozumiem — burknął, oglądając się na schody. Granger pewnie myślała, że wytrwa przy stole.
— Jest w ciąży, prawda?
Pan Weasley odchrząknął. Potter po drugiej stronie stołu zakrztusił się sokiem dyniowym.
— To raczej niemożliwe — odpowiedział chłodno Dracon.
Ciotka Tessie zmierzyła go wzrokiem i spytała:
— I ty się jeszcze do tego przyznajesz?
Bliźniacy zaczęli głośno kaszleć, próbując ukryć śmiech.
*
Pan Weasley nie był w stanie wytrzymać dłużej towarzystwa ciotki Tessie. Spojrzenia najstarszego syna, który nie chciał zaprosić jej na ślub, również nie poprawiały mu nastroju. Zaszył się więc w swoim garażu. Molly nie nabrała się na to, że jej mąż jeszcze musi coś w nim posprzątać. Garaż nigdy tak nie błyszczał czystością. Mimo to go nie zatrzymywała. Miał tyle zmartwień na głowie, począwszy od młodego Malfoya, którego na prośbę Dumbledore przyjęli pod swój dach, skończywszy na problemach Zakonu Feniksa. Ostatnio organizacja podupadała. Brakowało członków, których można by wpuścić w środowisko śmierciożerców. Zakon Feniksa nie miał szpiclów i przez to ginęło coraz więcej osób.
Artur przekładał słoiki z gwoździami z miejsca na miejsce. Postanowił nie wracać do domu, aż nie upewni się, że Tessie smacznie chrapie.
Zapadał już zmierzch, gdy rozległo się ciche pukanie we framugę.
— Nie przeszkadzam? — spytał Charlie.
— Nie — uśmiechnął się do niego Artur.
— Też nie wytrzymujesz z Tessie? — Charlie usiadł na stoliku pod ścianą.
— Z wiekiem nabiera krzepy — odparł Artur.
— Widziałeś minę Dracona? — zapytał Charlie. — Chyba już jej nie zapomnę.
Artur pokiwał głową.
— Bałem się, że odpowie jej coś niewłaściwego. Na szczęście trzymał nerwy na wodzy.
— Jego stosunek do nas się zmienił — rzekł Charlie.
— To dla niego niełatwe. Po siedemnastu latach odkrywa, że jesteśmy ludźmi.
Charlie popatrzył ojcu w oczy.
— Jesteś pewien, że nic nam z jego strony nie grozi?
Artur milczał chwilę, a potem rzekł stanowczym głosem:
— Tak, jestem pewien. — I dodał: — Wiem o tym od chwili, gdy zobaczyłem, że ratuje Hermionę. A to, jak przeżył atak na nią, jak ją pielęgnował… Dumbledore miał rację. Dracon nie jest zły.
Charlie wahał się, czy ma powiedzieć ojcu, co stało się na Pokątnej. Postanowił, że nie ujawni wszystkiego.
— Byliśmy u Ollivandera, tato — powiedział. — Zabraliśmy całkiem sporo nowych różdżek. Hermiona dała jedną młodemu Malfoyowi.
Artur posłał synowi uśmiech.
— Dlatego zapytałeś się mnie, czy się go nie obawiam?
Charlie milczał.
— To dobrze, że Hermiona tak postąpiła — ciągnął Artur. — Chłopak powinien mieć swoją różdżkę. Zwłaszcza że wracają do Hogwartu. Zakon wpadł na genialny pomysł, aby dać mu zapas różdżek Freda i George’a. — Pokręcił głową z politowaniem. — I nie obawiaj się, Charlie, nie powiem Zakonowi o żadnych różdżkach. Thorn gotowy je skonfiskować.
— Rządzi się, nie?
— Powoli zaczyna działać wszystkim na nerwy — przyznał szczerze Artur.
*
Draco nie mógł spać. Nie przejął się tą zeschłą nimfomanką. Przejął się wszystkim innym wrażeniom dzisiejszego dnia. Wciąż analizował podróż na Pokątną.
Wyklęli go z rodziny, zabrali cały jego majątek i wystawili na poczęstunek dla Śmierciożerców. Takie zachowanie ze strony Lucjusza wcale go nie zdziwiło. Ale Narcyza? Była jego matką. Powinna walczyć o syna. Ukryć choćby część galeonów z jego skrytki, żeby Draco nie zdechnął pewnego słonecznego dnia z głodu. Lily Potter w wieku dwudziestu jeden lat oddała za swoje dziecko życie.
Przeklął w myślach. Skąd mu to przyszło do głowy? Ten bajzel czarodzieje zawdzięczali właśnie Potterom. Przewrócił się na drugi bok i prycza zajęczała. Stwierdzenie, że Potterowie byli winni nie przekonywało go tak, jak cztery miesiące wcześniej.
I że też Granger musiała zobaczyć durnowatego Wieprzleya!
Ktoś zapukał do drzwi. Było grubo po północy. Może już po niego przyszli?
Po usłyszeniu „proszę” w drzwiach ukazała się Granger. W piżamie, z włosami jak szopa i różdżką w bladej dłoni.
— Przepraszam, że dopiero teraz — powiedziała od progu.
Draco podniósł się z łóżka jak na komendę, wpatrzony w różdżkę, którą wręczyła mu w sklepie u Ollivandera. Rzeczywiście mu ją przyniosła czy tylko mu się to śniło?
 — Co tak patrzysz? Myślałeś, że jednak ci jej nie zwrócę? — W kącikach ust Granger błąkał się smutny uśmiech.
— Tak — odpowiedział zgodnie z prawdą Dracon.
— Mogę?
— Wchodź.
Hermiona usiadła na krześle przy łóżku i podała mu różdżkę. Dracon przesunął po drewnie palcami. Naprawdę mu ją oddała.
— Nie zmieniłam też mojej decyzji odnośnie mieszkania — poinformowała Granger i dodała po chwili: — Uważałeś tak, bo usłyszałam o tym, co robiłeś jako śmierciożerca?
Draco nie odpowiedział.
— Wbrew pozorom nie jestem taka naiwna, na jaką wyglądam — powiedziała.
— Nigdy nie powiedziałem, że jesteś naiwna, Granger — odpowiedział Draco.
Zapadła krępująca cisza. Granger potarła nerwowo dłonie.
— Przyszłam tu właśnie dlatego, co usłyszałam. Pomogło mi to sobie uzmysłowić ważną rzecz.
A jednak. Dracon czekał na listę obelg. Cóż, należało jej się za całe sześć lat.
— Jesteś… byłeś śmierciożercą…
— Granger, śmierciożercą się nie przestaje być — wtrącił niemiło.
Dziewczyna odetchnęła głęboko.
— To i tak nie jest dla mnie łatwe — powiedziała.
— W porządku, nie będę ci przerywał.
— Czego mam się spodziewać? — spytała na wydechu.
Dracon popatrzył na nią zdezorientowany. Siedzieli w ciemności (dlaczego nie zapalił lampy?), ale widział rumieńce na jej twarzy.
— Jak już mnie złapią — wyjaśniła dziewczyna. — Co mogą mi zrobić?
Nie chcesz tego wiedzieć.
— Granger, ja…
— Nie udawaj, umiem dodać dwa do dwóch — zniecierpliwiła się. — To ty miałeś mnie torturować.
— Czego ode mnie oczekujesz? — zapytał Draco dopiero po chwili.
Granger zaczęła mocno ściskać swoje palce, aż pobielały.
— Opowiedz mi o tym. O tym, co planowałeś ze mną zrobić. Mam prawo się przygotować.
Dracon myślał, że ten dzień nie może okazać się gorszym. Oczywiście, był w wielkim błędzie. Co miał jej powiedzieć? Prawdę? Salazarze…
— Przecież to nie będę teraz ja — odrzekł, próbując wybrnąć. — Każdy ma inne… preferencje.
— Nie cackaj się ze mną — zezłościła się. — Jestem dorosła. Tylko mów szczerze i nie owijaj w bawełnę.
Dracon spojrzał na jej powykręcane dłonie.
— Podejrzewali, że po śmierci Dumbledore przejmą od razu ministerstwo — zaczął, odkładając różdżkę na stolik, i poczuł wielki ciężar w klatce piersiowej. — No i że Hogwart nie będzie walczył. Przy takich założeniach się wami podzieliliśmy. — Spojrzał w jej twarz, ale ona nawet nie drgnęła. Nie zamierzała zadawać pytań. — Ja zająłem miejsce ojca, do tego miałem zabić Dumbledore’a, stałbym się tak samo ważny w hierarchii jak Snape. Miałem więc dowolność. Ty jesteś przyjaciółką Pottera, tym samym jesteś cenna. Nie było wątpliwości, że mogę cię… złapać, określimy to w ten sposób. Czarny Pan przeszukałby skrupulatnie twoją pamięć, a potem…
— Byłabym twoja — dokończyła spokojnym i cichym głosem.
— Tak — przyznał Draco. — Nie lubiłem cię. Byłaś śmieciem w moich oczach. Zabierałaś mi przestrzeń do życia. Nie byłaś człowiekiem. — Wyraz twarzy dziewczyny nadal pozostawał niewzruszony. — A na dodatek jesteś idealna według tylu czarodziejów. Inteligentna, zdolna, dobra. Pragnąłem, żebyś cierpiała. Żebym słyszał krzyki twoje i rudzielca, gdy będę cię… — Miała prawo znać prawdę. — Gdy będę cię gwałcił, a później rzucał kolejne klątwy. Zniszczyłbym cię. Zabrał każde dobre wspomnienie. Każdą cząstkę szczęścia, jaką zachowałabyś w duszy. — Nawet nie zauważył, kiedy wbił wzrok w podłogę pod drzwiami. — Trwałoby to tak długo, jakbyś wytrzymała, albo mi by się nie znudziło. Umiem przytrzymywać ofiary przy życiu. A ty byłabyś perełką. Moim największym trofeum. Większym nawet niż Dumbledore.
— Czy byłbyś tylko ty? — Granger nie płakała, nie krzyczała. Zadała pytanie, jakby była na lekcji Transmutacji i upewniała się co do wymowy zaklęcia.
— Nie wiem — odparł Draco, nie podnosząc oczu. — Jak mówiłem, jesteś cenna. Dużo śmierciożerców chciałoby cię torturować. Mnie może by to nawet bawiło… Ale planowałem zabić cię sam. Kiedy zaczęłabyś mnie błagać o śmierć. Tak robi Czarny Pan — prychnął. — Zabiłbym cię klasycznie, Avadą Kedavrą.
Zapadła cisza. W pokoiku słychać było tylko oddechy. Dracon w końcu odważył się spojrzeć jej w twarz. Ciężar w klatce piersiowej nie zniknął.
Granger nie patrzyła na niego z odrazą lub nienawiścią. Patrzyła ze spokojem. Przestała wykręcać palce.
— Kto zajął twoje miejsce?
— Nie wiem — odparł. — Prawdopodobnie Zabini. Mój ojciec jest jego ojcem chrzestnym. Takie powiązania rodzinne.
— Ale on mnie nie chciał złapać?
Dracon pokręcił głową. Zabiniego nie interesowała Granger.
— Więc na kogo mam uważać?— zapytała dziewczyna i dopiero teraz dało się wychwycić strach w jej głosie.— Oprócz Ronalda. I jakie są ich… preferencje?
Lista jest długa. Ale skoro już zaczął…
— Nie powinien tknąć cię ktoś nieznaczący — odpowiedział. — Najniżej postawieni śmierciożercy są najbrutalniejsi. Na takiego kogoś nie natrafisz. — Przynajmniej na początku. — Greybackowi też cię raczej nie dadzą. To wilkołak, nie prawdziwy czarodziej… Jest paru, na których powinnaś uważać. Kochana ciocia Bella lubi krew. Dużo krwi. Specjalizuje się w zaklęciach tnących i palących. A do tego jest długo przy boku Czarnego Pana, więc lubi też tortury psychiczne. — Kontrolował reakcje Granger, by przerwać w momencie, gdzie będzie miała dosyć. — Zabini… Zabini jest powściągliwy. Woli szybko kończyć i o ile wiem, zawsze rzuca Avadę Kedavrę.
— Kto jest najgorszy? — Teraz ona przestała na niego patrzeć.
— Mój ojciec — nie zawahał się Draco. — Ale to nie będzie on.
— Dlaczego?
— Po prostu nie będzie — uciął Draco. Nie zamierzał zwierzać jej się z problemów rodzinnych, nawet jeżeli zwierzył jej się z tajemnic śmierciożerców. — A oprócz niego Nott. Nott ma zapędy…
Granger zerknęła na niego. Kurwa mać, zaklął w myślach. Nie powinien jej tego mówić.
— Jakie zapędy? — szepnęła.
Westchnął ciężko.
— Rzeźnicze.
— Co to znaczy? — drążyła dziewczyna.
Wyczuł, że szybciej oddychała.
— Powiedz! — niemal krzyknęła.
— A jak myślisz, co to znaczy?! — zdenerwował się, lecz zaraz się zreflektował i powiedział na tyle spokojnie, na ile mógł: — Lubi rozcinać ciała. Bawić się wnętrznościami. I nie używa Zaklęcia Uśmiercającego.
Granger pobladła gwałtownie.
— Nie powiedziałeś, co robi Bellatrix, gdy chce się pozbyć ofiary — nie ustępowała.
Wiedziała, jakie pytanie zadać, stwierdził gorzko w myślach Draco.
— Ciocia nie brudzi sobie rąk — powiedział ironicznie. — Dosyć szybko się nudzi, a wtedy oddaje tego, kogo złapała innym stworom.
— Jakim stworom? — Była już przestraszona, ale nie chciała odpuszczać.
— To zależy. — Wzruszył ramionami. — Zazwyczaj mężczyzn oddaje olbrzymom, a kobiety dzikim goblinom.
— Po co? — Mógłby się założyć, że wiedziała, dokąd zmierza.
— Olbrzymom podoba się budowa ciał mężczyzn. A gobliny lubią kobiety, bo uważają, że jesteście bardziej miękkie niż ich samice.
Przez jakiś czas milczeli, a potem Granger rzekła, siląc się na opanowany głos:
— Bardzo dziękuję, że mi to powiedziałeś. Jestem ci za to wdzięczna.
Wyglądało na to, że naprawdę tak jest. Posłała mu mizerny uśmiech i wstała. Kiedy Draco doszedł do wniosku, że nie zaśnie tej nocy, ona, będąc już przy drzwiach, syknęła z bólu. W następnym momencie osunęła się na podłogę i wybuchła głośnym płaczem.
Draco, nie wiele myśląc, podbiegł do niej. Granger uczepiła się jego koszulki i załkała:
— Tak bardzo się boję.
Była lodowata. Pod wpływem impulsu wziął ją na ręce i zaniósł do łóżka. Okrył ją szczelnie pierzyną. Nie puściła go nawet na chwilę, wciąż płacząc.
Już raz był tak blisko niej. Wtedy umierała.
Dracon pomyślał, że jest drobna i słaba. Miała rację. Byłaby głupia, gdyby się nie bała. On, śmierciożerca, też się bał.
Wkrótce Granger przestała płakać i drżeć z zimna, ale nie odsunęła się od niego. Draco zaczął ją kołysać.
To, co powiedział jej, wszystko, co miał jej zrobić… Merlinie, jakie to trudne! Wiedział, że po dwóch miesiącach w Norze, nie potrafiłby. Dała mu różdżkę, chociaż zdawała sobie sprawę, że Zakon Feniksa może ją za to ukarać. Pokazała kryjówkę, żeby w razie czego miał gdzie uciec. Wymyśliła Jonathana Smarta, by wyrwał się z Nory, a jednocześnie, żeby nie wyrzucili go z niej wprost do Azkabanu, bo zbliżało się wesele, a pracownicy Ministerstwa Magii mieli na nie przyjść.
Ale to on zaczął. On ją uratował.
Granger zasnęła w jego ramionach. Delikatnie położył ją na rzężącej pryczy. Też poczuł się senny. Zrobił więc najzwyczajniejszą i jednocześnie najbardziej zaskakującą rzecz, jaką mógł w tej chwili zrobić. Położył się przy niej.
I tak mnie wyklęli.
Granger wtuliła się w jego tors. Nie przyszło mu nawet do głowy, że pierwszy raz od czerwca zasypiał obok dziewczyny. Miniony dzień rzeczywiście dał mu w kość.
Oplótł ją w talii i zabrał jej trochę pierzyny, bo też zmarznął. Miał nadzieję, że mimo wszystko nie przyśnią jej się koszmary.
***
Przepraszam, że musieliście tak długo czekać. Potrzebowałam chwili, żeby się pozbierać. Teraz nie jest idealnie, ale także nie mogę narzekać ^^
Postanowiłam właśnie dzisiaj opublikować rozdział 9, ponieważ 13 sierpnia to dla mnie specjalna data. Dokładnie siedem lat temu zaczęłam pisać. Tak, należę do tych nielicznych szczęściarzy (lub jak kto woli, do pokolenia, które urodziło się z klawiaturą w ręku), którzy mogą świętować tę szczególną datę. Zdradzę, że uczciłam ten dzień napisaniem fragmentu rozdziału trzydziestego-któregoś i szampanem 💕💕💕
Życzę Wam wszystkim wspaniałego półmetku lata! Obiecuję, że zrobię wszystko, żeby rozdział dziesiąty pojawił się jeszcze w tym miesiącu. Pierwszą oznaką powrotu do zdrowia był u mnie powrót do pisania, z czego również bardzo się cieszę.
Mam nadzieję, że ciotka Tessie spodobała Wam się równie mocno, co pan Delacour! Jeszcze raz bardzo dziękuję za wszystkie komentarze i wiadomości. Cudownie mieć Was w każdym czasie, nawet, gdy zaczyna być trudno!
Jak zwykle zapraszam na swojego Aska (ask.fm/martwiala) i na adres mejlowy: martwiala@gmail.com.
Do szybkiego zobaczenia!


Copyright © 2017

Autor: Martwiała
Belka: Godło Hogwartu "Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka"
Szablon: Martwiała; portret Dracona autorstwa edarlein
Tło wykonałam sama, korzystając z kodów CSS znalezionych na Tajemniczym Ogrodzie, Graphical Thoughts i Land of Grafic.
Słowa na szablonie: Godło Hogwartu "Nigdy nie łaskocz śpiącego smoka" i tytuł opowiadania
Favikona: Ayrton Jordan


Szablon dostosowany do przeglądarki Internet Explorer, Firefox, Google Chrome.


Wszystkie prawa zastrzeżone.

Obserwatorzy